czwartek, 25 grudnia 2014

Wyszedłem od wróżki, przepowiedziała mi przyszłość. Na mej drodze stanie Anioł i Demon.
Wolnym, pewnym krokiem przechadzałem się po deptaku.Zmrok już zapadł, a latarnie rzucały światło, jakby chciały wskazać ludziom drogę, lecz jakby zawiodły się już nie raz. Tym razem nie założyłem słuchawek, po prostu wsłuchiwałem się w rytm miasta. Otworzyłem dusze i umysł. Czułem się pewnie, czując muzykę grającą w mojej duszy.
Ona czuła wewnętrzny szept. Szła, jakby unosiła się na skrzydłach wiecznego optymizmu. Dobro biło od niej z niesamowitą siła. Zwykli, szarzy ludzie gdy ją mijali nabierali barw, a uśmiech pojawiał się w ich wnętrzu. Była Aniołem.
Im dalej tak wędrowałem, tym mniej ludzi spotykałem. Los zaprowadził mnie do parku. Na pierwszy rzut oka panował w nim spokój, w pewnym sensie szczęście. Oaza w mieście. Ale nic nie jest takie jak się z zewnątrz wydaje. Jakiś bezdomny spał na ławce. Na innej siedział młody chłopak. W jego nogach leżał plecak, w ręcę trzymał już prawie pustą butelkę. Nieco dalej widziałem parę. On trzymał w rękach róże. Żółtą. Ona, cała zapłakana chowała twarz w dłoniach. Miałem dość nieszczęścia panującego w oazie.
Stała pod ścianą. W długim skórzanym płaszczu przyozdobionym łańcuchami. Włosy miała tak czarne, jakby sam Asmodeusz je zafarbował. W ręce dzierżyła miecz, którym mogła zabić tylko siebie. I nie był on srebrny. Nieszczęśnicy którzy wybrali właśnie tą drogę przechodzili na drugą stronę ulicy, aby przypadkiem nie obudzić zła. Przeszedłem obok niej, spoglądając w jej czarne oczy przepełnione pustką. Uśmiechnęła się do mnie, najbardziej "słodko" jak tylko potrafiła. Czysty Demon.
Usiadłem kawałek dalej, dobyłem swój miecz, a pustą paczkę wyrzuciłem. Spotkałem dzisiaj Dobro i Zło. Nic w tym dziwnego. W końcu spotkałem siebie, tylko że w dwóch różnych osobach.
Latarnia obok mnie zgasła, i zapanował całkowity mrok.

niedziela, 14 grudnia 2014

Wyruszyłem w podróż za okno. Słyszałem wszystko. Samochody jadące po drodze, po autostradzie. Króliki rzucające się  w swoich klatkach. Palący się tytoń. Widziałem wszystko. Walkę światła z mrokiem. Dym wydobywający się ze mnie uciekał w stronę światła. Samotna latarnia walczyła nieprzetrwanie. Przygasała uginając się pod potęgą mroku. Drzewo wyciągało swe gałęzie w stronę jasności tworząc niesamowity kontrast. Jakby mroczna dusza chciała dosięgnąć jego źródła i nad nim zapanować. Czułem wszystko. Zimny powiew wiatru pochodzący z mroku muskający moją skórę. Karmiłem się tą walką, wiedząc, że mrok ogarnie wszystko.

sobota, 13 grudnia 2014

Wiesz co teraz czuje? Pustkę. Nie wiem co mam robić, nawet nie wiem czego mi się nie chce. Moja dusza siedzi uśpiona, zostawiła mnie samego. Moje myśli wyfrunęły ze mnie i uciekły przez zamknięte okno. Poszedłbym spać, ale wiem że nie zasnę. Wziąłbym gitarę, ale wiem że zaraz ja odłożę. Słucham muzyki, ale nie wypełnia mnie ona, nie może przebić się przez pustkę. Jakiś smęt a7x, nie mam siły go przełączyć, solówka, piękna, ale nie unosi mnie tak jak zawsze, wbija jeszcze bardziej w ziemie. Co się ze mną dzieje? Po prostu moje serce jest za daleko. Podobno serce wampira jest w osobie którą kocha. A serce zawsze powinno być przy tobie. Zawsze chciałem oczyścić umysł, teraz chce go wypełnić. Myśli spływają po dłoniach lądując w postaci napięcia na dysku. Wszystko co czuje wypłynęło nie wiadomo gdzie, upadło na podłogę i przepadło niczym kostka od gitary. Co czynić mam, gdy wola życia odpłynęła?

piątek, 5 grudnia 2014

Blizny przeszłości

Chciałbym wam dzisiaj pokazać tekst jednej z ballad mojego zespołu. Podoba się?


Blizny przeszłości

Uciekam przed nią, unikam jak lodu
Trwając wciąż w miejscu, mimo deszczu i chłodu
Jaki w tym cel? Dlaczego wciąż stoję?
Choć zmoknąć nie chcę, odejść nie mogę
Czy to, na czym stoję ma jakiś wpływ?
Co sens posiada: mój koniec czy byt?

Jej pierwszy atak niepowstrzymany
Łzy w moich oczach, przed nimi rany
Choć nowe mi nie są, ból równie silny
Na samą myśl o nim, sam widok blizny
Ty dobrze wiesz, już znasz to uczucie
Gdy myśl powraca bolesne ukłucie
Zdesperowany wołasz: "litości!"
Lecz jej nie otrzymasz- żyjesz w przeszłości.

Jaki w tym cel? Czy żyć tak musimy?
Choć zmoknąć nie chcemy, w miejscach stoimy
Choć w rękach parasol, w pięściach brak władzy
Choć w płaszcze odziani, czujemy się nadzy

Czy błękit nad nami cokolwiek znaczy?
Co tak naprawdę w życiu się liczy?

Tylko ten stan, tylko miejsce TYCH zdarzeń
Niewspominanie dziecięcych marzeń
Bez niepokoju, troski, idei
Odwaga kroku, mimo złudnych nadziei
Bo ważne nie jutro, ani nie wczoraj
Zatem na życie to DZISIAJ jest pora

12.10.2025

Mrok zawładnął światem. Na tronie zasiadł człowiek, który otworzył portal do piekła, aby zdobyć niewyobrażalna potęgę. Wpuścił do naszego świata demony. Osiągnął swój cel, ale Ziemia i Piekło różnią się tylko nazwą. Antychryst już nadszedł. Wampiry i demony wyszły z ukrycia. Część dołączyła do ruchu oporu. Nie trwa już walka między dobrem a złem, tylko między złem a złem. Nie ma już wolności, a my jej potrzebujemy. Teraz czas na przyjście Zbawcy. Wampir z krwi demona może przechylić szalę na naszą korzyść, ale czy zechce?

sobota, 29 listopada 2014

Władca Kruków-Rozdział 1. część 1.

Obudził się przepełniony pustką i niepewnością. Nie miewał koszmarów, do pewnego czasu. Piękno, które niegdyś tak podziwiał, teraz nie dawało mu spać po nocach. Spojrzał na zegarek. Dopiero szósta, a on już nie miał ochoty na sen. Po kawie postanowił wyjść na spacer. Dopiero wstawało słońce. Powietrze było zimne, a świat budził się do życia. Szum samochodów niusł się w głąb lasu przez który przechodził. Skręcił w lewo. Ścieżka na tej drodze była zarośnięta, nikt nie spacerował nią pomimo pięknych widoków którymi prowadziła. Po prawej stronie rozciągały się mokradła, a nad nimi rosły drzewa, chroniąc je przed wyschnięciem. Stare drzewo pochylało się nad ścieżką, która opadała delikatnie wprost do jego nóg, aby podnieść się zaraz za nim. Lubił tędy przechodzić, pomimo wszechobecnych pajęczyn, i zniszczonego ogrodzenia po jednej ze stron. Podobno hodowano tam kiedyś daniele. Przypomniał sobie, jak kiedyś na jego oczach wilczur zagryzł tam jelenia, który niestety był za wolny dla psa napędzanego głodem krwi. Odgłosy, które wtedy usłyszał, pozostały w jego głowie do dziś. Szum opadających liści uspokajał go. Dotarł do betonowego płotu. Ciągnął się wzdłuż drogi prawie na całej jej długości. Oglądał, jak czas bezlitośnie wpływa na jego trwałość aż w pewnym momencie z monotonii wyrwała go stara, zardzewiała brama. Na przeciw niej leżały stara, sypiące się betonowe płyty. Przeszedł go dreszcz. A wiec to teraz spotka go przeznaczenie. Wspiął się na płyty, położył się uważając na wystające pręty i obserwował z niecierpliwością niebo. Było czyste, i niesamowicie intensywnej barwy. Wiatr dmuchał bezradnie próbując przepchnąć tu chmurki. Nic nie zakłócało błękitu nieba. Nawet kruki. A one wiedziały, że nie jest jeszcze gotowy.

czwartek, 27 listopada 2014

 Stał w oknie, spod kaptura wyrastały mu włosy, którymi wiatr rzucał mu na twarz. W ręcę trzymał papierosa. Gdy sie nim zaciągał, żar rozswietlal mu twarz, a gdy wypuszczał dym, wyglądało to tak, jakby dusza opuszczała jego ciało.

Początek

    Witam. Jestem Nathan. Podobno nastolatek jakich są miliony. Ale ja się z tym do końca nie zgadzam.
    Mam 17 lat, uczę się, to już 2 klasa technikum. Mieszkam w internacie, mi osobiście się tam nie podoba, ale jak mus to mus. Nie o tym chciałem wam teraz powiedzieć.
    Interesuje się muzyka, literaturą, demonologią, komputerami. Dużo czytam, komponuje, czasami piszę. I właśnie po to założyłem tego bloga. Aby tutaj chwalić się tym, co udało mi się napisać. Czasami będą to opowiadania, czasami wiersze, może jakieś przemyślenia. Po prostu to, co będę przelewał z duszy na "papier".
Do przeczytania.

Władca Kruków-Prolog

    Nightmare usiadł na betonowych płytach. Nikt nie wiedział, skąd one się tutaj wzięły, pomimo tego że leżały niedaleko wioski, a ząb czasu zdążył je nadkruszyć. Założył kaptur. Jesienią w tych stronach wiał silny i lodowaty wiatr. Spojrzał w niebo. Nad jego głowa zawisła czarna chmura kruków. Większość krążyła bez celu jakby niezainteresowane towarzyszami walczącymi między sobą o życie. Tylko jeden kruk wyróżniał się z chaosu. Większy i mroczniejszy, jakby zrodzony z nocy. Zleciał z nieba i wylądował na wprost od Nightmare. Wpatrywał się w jego dusze lekko przekręcając główkę. W oczach Kruka widać była strach, cierpienie i nienawiść. Wydawało się, że widać przez nie piekło. Podobno oczy są zwierciadłem duszy...
    Chłopak zeskoczył z płyt. Ziemią wstrząsnęła fala gdy jego glany uderzyły o nią, a powietrze przeszył dźwięk obijających się łańcuchów. Na Kruku nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Stali naprzeciw siebie w ciszy, jak średniowieczni rycerze w lśniących zbrojach gotowi do pojedynku. Ptak zaskrzeczał, a jego stado mu zawtórowało. Wojownicy przerwali swe pojedynki i wraz z braćmi obniżali swój lot, aby ostatecznie otoczyć Nightmare. Wszędzie w okół niego były kruki, i wciąż ich przybywało. Słońce jakby zlękło się ptaków, i zaczęło przygasać. Przeraźliwy skrzeczenie wypełniało umysł, ciało i duszę złapanego w krąg. Wszystkie ptaki mu się przyglądały, i wszystkie miały w oczach tylko nadzieje.