Obudził
się przepełniony pustką i niepewnością. Nie miewał koszmarów, do
pewnego czasu. Piękno, które niegdyś tak podziwiał, teraz nie dawało mu spać po nocach. Spojrzał na zegarek. Dopiero szósta,
a on już nie miał ochoty na sen. Po kawie postanowił wyjść na
spacer. Dopiero wstawało słońce. Powietrze było zimne, a świat
budził się do życia. Szum samochodów niusł się w głąb lasu
przez który przechodził. Skręcił w lewo. Ścieżka na tej drodze
była zarośnięta, nikt nie spacerował nią pomimo pięknych
widoków którymi prowadziła. Po prawej stronie rozciągały się
mokradła, a nad nimi rosły drzewa, chroniąc je przed wyschnięciem.
Stare drzewo pochylało się nad ścieżką, która opadała
delikatnie wprost do jego nóg, aby podnieść się zaraz za nim.
Lubił tędy przechodzić, pomimo wszechobecnych pajęczyn, i
zniszczonego ogrodzenia po jednej ze stron. Podobno hodowano tam
kiedyś daniele. Przypomniał sobie, jak kiedyś na jego oczach
wilczur zagryzł tam jelenia, który niestety był za wolny dla psa
napędzanego głodem krwi. Odgłosy, które wtedy usłyszał,
pozostały w jego głowie do dziś. Szum opadających liści uspokajał
go. Dotarł do betonowego płotu. Ciągnął się wzdłuż drogi
prawie na całej jej długości. Oglądał, jak czas bezlitośnie
wpływa na jego trwałość aż w pewnym momencie z monotonii wyrwała
go stara, zardzewiała brama. Na przeciw niej leżały stara, sypiące
się betonowe płyty. Przeszedł go dreszcz. A wiec to teraz spotka
go przeznaczenie. Wspiął się na płyty, położył się uważając
na wystające pręty i obserwował z niecierpliwością niebo. Było
czyste, i niesamowicie intensywnej barwy. Wiatr dmuchał bezradnie
próbując przepchnąć tu chmurki. Nic nie zakłócało błękitu
nieba. Nawet kruki. A one wiedziały, że nie jest jeszcze gotowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz