czwartek, 27 listopada 2014

Władca Kruków-Prolog

    Nightmare usiadł na betonowych płytach. Nikt nie wiedział, skąd one się tutaj wzięły, pomimo tego że leżały niedaleko wioski, a ząb czasu zdążył je nadkruszyć. Założył kaptur. Jesienią w tych stronach wiał silny i lodowaty wiatr. Spojrzał w niebo. Nad jego głowa zawisła czarna chmura kruków. Większość krążyła bez celu jakby niezainteresowane towarzyszami walczącymi między sobą o życie. Tylko jeden kruk wyróżniał się z chaosu. Większy i mroczniejszy, jakby zrodzony z nocy. Zleciał z nieba i wylądował na wprost od Nightmare. Wpatrywał się w jego dusze lekko przekręcając główkę. W oczach Kruka widać była strach, cierpienie i nienawiść. Wydawało się, że widać przez nie piekło. Podobno oczy są zwierciadłem duszy...
    Chłopak zeskoczył z płyt. Ziemią wstrząsnęła fala gdy jego glany uderzyły o nią, a powietrze przeszył dźwięk obijających się łańcuchów. Na Kruku nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Stali naprzeciw siebie w ciszy, jak średniowieczni rycerze w lśniących zbrojach gotowi do pojedynku. Ptak zaskrzeczał, a jego stado mu zawtórowało. Wojownicy przerwali swe pojedynki i wraz z braćmi obniżali swój lot, aby ostatecznie otoczyć Nightmare. Wszędzie w okół niego były kruki, i wciąż ich przybywało. Słońce jakby zlękło się ptaków, i zaczęło przygasać. Przeraźliwy skrzeczenie wypełniało umysł, ciało i duszę złapanego w krąg. Wszystkie ptaki mu się przyglądały, i wszystkie miały w oczach tylko nadzieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz