Nightmare usiadł na betonowych
płytach. Nikt nie wiedział, skąd one się tutaj wzięły, pomimo
tego że leżały niedaleko wioski, a ząb czasu zdążył je
nadkruszyć. Założył kaptur. Jesienią w tych stronach wiał silny
i lodowaty wiatr. Spojrzał w niebo. Nad jego głowa zawisła czarna
chmura kruków. Większość krążyła bez celu jakby
niezainteresowane towarzyszami walczącymi między sobą o życie.
Tylko jeden kruk wyróżniał się z chaosu. Większy i mroczniejszy,
jakby zrodzony z nocy. Zleciał z nieba i wylądował na wprost od
Nightmare. Wpatrywał się w jego dusze lekko przekręcając główkę.
W oczach Kruka widać była strach, cierpienie i nienawiść.
Wydawało się, że widać przez nie piekło. Podobno oczy są
zwierciadłem duszy...
Chłopak zeskoczył z płyt. Ziemią
wstrząsnęła fala gdy jego glany uderzyły o nią, a powietrze
przeszył dźwięk obijających się łańcuchów. Na Kruku nie
zrobiło to najmniejszego wrażenia. Stali naprzeciw siebie w ciszy,
jak średniowieczni rycerze w lśniących zbrojach gotowi do
pojedynku. Ptak zaskrzeczał, a jego stado mu zawtórowało.
Wojownicy przerwali swe pojedynki i wraz z braćmi obniżali swój
lot, aby ostatecznie otoczyć Nightmare. Wszędzie w okół niego
były kruki, i wciąż ich przybywało. Słońce jakby zlękło się
ptaków, i zaczęło przygasać. Przeraźliwy skrzeczenie wypełniało
umysł, ciało i duszę złapanego w krąg. Wszystkie ptaki mu się
przyglądały, i wszystkie miały w oczach tylko nadzieje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz