sobota, 29 listopada 2014

Władca Kruków-Rozdział 1. część 1.

Obudził się przepełniony pustką i niepewnością. Nie miewał koszmarów, do pewnego czasu. Piękno, które niegdyś tak podziwiał, teraz nie dawało mu spać po nocach. Spojrzał na zegarek. Dopiero szósta, a on już nie miał ochoty na sen. Po kawie postanowił wyjść na spacer. Dopiero wstawało słońce. Powietrze było zimne, a świat budził się do życia. Szum samochodów niusł się w głąb lasu przez który przechodził. Skręcił w lewo. Ścieżka na tej drodze była zarośnięta, nikt nie spacerował nią pomimo pięknych widoków którymi prowadziła. Po prawej stronie rozciągały się mokradła, a nad nimi rosły drzewa, chroniąc je przed wyschnięciem. Stare drzewo pochylało się nad ścieżką, która opadała delikatnie wprost do jego nóg, aby podnieść się zaraz za nim. Lubił tędy przechodzić, pomimo wszechobecnych pajęczyn, i zniszczonego ogrodzenia po jednej ze stron. Podobno hodowano tam kiedyś daniele. Przypomniał sobie, jak kiedyś na jego oczach wilczur zagryzł tam jelenia, który niestety był za wolny dla psa napędzanego głodem krwi. Odgłosy, które wtedy usłyszał, pozostały w jego głowie do dziś. Szum opadających liści uspokajał go. Dotarł do betonowego płotu. Ciągnął się wzdłuż drogi prawie na całej jej długości. Oglądał, jak czas bezlitośnie wpływa na jego trwałość aż w pewnym momencie z monotonii wyrwała go stara, zardzewiała brama. Na przeciw niej leżały stara, sypiące się betonowe płyty. Przeszedł go dreszcz. A wiec to teraz spotka go przeznaczenie. Wspiął się na płyty, położył się uważając na wystające pręty i obserwował z niecierpliwością niebo. Było czyste, i niesamowicie intensywnej barwy. Wiatr dmuchał bezradnie próbując przepchnąć tu chmurki. Nic nie zakłócało błękitu nieba. Nawet kruki. A one wiedziały, że nie jest jeszcze gotowy.

czwartek, 27 listopada 2014

 Stał w oknie, spod kaptura wyrastały mu włosy, którymi wiatr rzucał mu na twarz. W ręcę trzymał papierosa. Gdy sie nim zaciągał, żar rozswietlal mu twarz, a gdy wypuszczał dym, wyglądało to tak, jakby dusza opuszczała jego ciało.

Początek

    Witam. Jestem Nathan. Podobno nastolatek jakich są miliony. Ale ja się z tym do końca nie zgadzam.
    Mam 17 lat, uczę się, to już 2 klasa technikum. Mieszkam w internacie, mi osobiście się tam nie podoba, ale jak mus to mus. Nie o tym chciałem wam teraz powiedzieć.
    Interesuje się muzyka, literaturą, demonologią, komputerami. Dużo czytam, komponuje, czasami piszę. I właśnie po to założyłem tego bloga. Aby tutaj chwalić się tym, co udało mi się napisać. Czasami będą to opowiadania, czasami wiersze, może jakieś przemyślenia. Po prostu to, co będę przelewał z duszy na "papier".
Do przeczytania.

Władca Kruków-Prolog

    Nightmare usiadł na betonowych płytach. Nikt nie wiedział, skąd one się tutaj wzięły, pomimo tego że leżały niedaleko wioski, a ząb czasu zdążył je nadkruszyć. Założył kaptur. Jesienią w tych stronach wiał silny i lodowaty wiatr. Spojrzał w niebo. Nad jego głowa zawisła czarna chmura kruków. Większość krążyła bez celu jakby niezainteresowane towarzyszami walczącymi między sobą o życie. Tylko jeden kruk wyróżniał się z chaosu. Większy i mroczniejszy, jakby zrodzony z nocy. Zleciał z nieba i wylądował na wprost od Nightmare. Wpatrywał się w jego dusze lekko przekręcając główkę. W oczach Kruka widać była strach, cierpienie i nienawiść. Wydawało się, że widać przez nie piekło. Podobno oczy są zwierciadłem duszy...
    Chłopak zeskoczył z płyt. Ziemią wstrząsnęła fala gdy jego glany uderzyły o nią, a powietrze przeszył dźwięk obijających się łańcuchów. Na Kruku nie zrobiło to najmniejszego wrażenia. Stali naprzeciw siebie w ciszy, jak średniowieczni rycerze w lśniących zbrojach gotowi do pojedynku. Ptak zaskrzeczał, a jego stado mu zawtórowało. Wojownicy przerwali swe pojedynki i wraz z braćmi obniżali swój lot, aby ostatecznie otoczyć Nightmare. Wszędzie w okół niego były kruki, i wciąż ich przybywało. Słońce jakby zlękło się ptaków, i zaczęło przygasać. Przeraźliwy skrzeczenie wypełniało umysł, ciało i duszę złapanego w krąg. Wszystkie ptaki mu się przyglądały, i wszystkie miały w oczach tylko nadzieje.