Obudził
się przepełniony pustką i niepewnością. Nie miewał koszmarów, do
pewnego czasu. Piękno, które niegdyś tak podziwiał, teraz nie dawało mu spać po nocach. Spojrzał na zegarek. Dopiero szósta,
a on już nie miał ochoty na sen. Po kawie postanowił wyjść na
spacer. Dopiero wstawało słońce. Powietrze było zimne, a świat
budził się do życia. Szum samochodów niusł się w głąb lasu
przez który przechodził. Skręcił w lewo. Ścieżka na tej drodze
była zarośnięta, nikt nie spacerował nią pomimo pięknych
widoków którymi prowadziła. Po prawej stronie rozciągały się
mokradła, a nad nimi rosły drzewa, chroniąc je przed wyschnięciem.
Stare drzewo pochylało się nad ścieżką, która opadała
delikatnie wprost do jego nóg, aby podnieść się zaraz za nim.
Lubił tędy przechodzić, pomimo wszechobecnych pajęczyn, i
zniszczonego ogrodzenia po jednej ze stron. Podobno hodowano tam
kiedyś daniele. Przypomniał sobie, jak kiedyś na jego oczach
wilczur zagryzł tam jelenia, który niestety był za wolny dla psa
napędzanego głodem krwi. Odgłosy, które wtedy usłyszał,
pozostały w jego głowie do dziś. Szum opadających liści uspokajał
go. Dotarł do betonowego płotu. Ciągnął się wzdłuż drogi
prawie na całej jej długości. Oglądał, jak czas bezlitośnie
wpływa na jego trwałość aż w pewnym momencie z monotonii wyrwała
go stara, zardzewiała brama. Na przeciw niej leżały stara, sypiące
się betonowe płyty. Przeszedł go dreszcz. A wiec to teraz spotka
go przeznaczenie. Wspiął się na płyty, położył się uważając
na wystające pręty i obserwował z niecierpliwością niebo. Było
czyste, i niesamowicie intensywnej barwy. Wiatr dmuchał bezradnie
próbując przepchnąć tu chmurki. Nic nie zakłócało błękitu
nieba. Nawet kruki. A one wiedziały, że nie jest jeszcze gotowy.
sobota, 29 listopada 2014
czwartek, 27 listopada 2014
Początek
Witam. Jestem Nathan. Podobno nastolatek jakich są miliony. Ale ja się z tym do końca nie zgadzam.
Mam 17 lat, uczę się, to już 2 klasa technikum. Mieszkam w internacie, mi osobiście się tam nie podoba, ale jak mus to mus. Nie o tym chciałem wam teraz powiedzieć.
Interesuje się muzyka, literaturą, demonologią, komputerami. Dużo czytam, komponuje, czasami piszę. I właśnie po to założyłem tego bloga. Aby tutaj chwalić się tym, co udało mi się napisać. Czasami będą to opowiadania, czasami wiersze, może jakieś przemyślenia. Po prostu to, co będę przelewał z duszy na "papier".
Do przeczytania.
Mam 17 lat, uczę się, to już 2 klasa technikum. Mieszkam w internacie, mi osobiście się tam nie podoba, ale jak mus to mus. Nie o tym chciałem wam teraz powiedzieć.
Interesuje się muzyka, literaturą, demonologią, komputerami. Dużo czytam, komponuje, czasami piszę. I właśnie po to założyłem tego bloga. Aby tutaj chwalić się tym, co udało mi się napisać. Czasami będą to opowiadania, czasami wiersze, może jakieś przemyślenia. Po prostu to, co będę przelewał z duszy na "papier".
Do przeczytania.
Władca Kruków-Prolog
Nightmare usiadł na betonowych
płytach. Nikt nie wiedział, skąd one się tutaj wzięły, pomimo
tego że leżały niedaleko wioski, a ząb czasu zdążył je
nadkruszyć. Założył kaptur. Jesienią w tych stronach wiał silny
i lodowaty wiatr. Spojrzał w niebo. Nad jego głowa zawisła czarna
chmura kruków. Większość krążyła bez celu jakby
niezainteresowane towarzyszami walczącymi między sobą o życie.
Tylko jeden kruk wyróżniał się z chaosu. Większy i mroczniejszy,
jakby zrodzony z nocy. Zleciał z nieba i wylądował na wprost od
Nightmare. Wpatrywał się w jego dusze lekko przekręcając główkę.
W oczach Kruka widać była strach, cierpienie i nienawiść.
Wydawało się, że widać przez nie piekło. Podobno oczy są
zwierciadłem duszy...
Chłopak zeskoczył z płyt. Ziemią
wstrząsnęła fala gdy jego glany uderzyły o nią, a powietrze
przeszył dźwięk obijających się łańcuchów. Na Kruku nie
zrobiło to najmniejszego wrażenia. Stali naprzeciw siebie w ciszy,
jak średniowieczni rycerze w lśniących zbrojach gotowi do
pojedynku. Ptak zaskrzeczał, a jego stado mu zawtórowało.
Wojownicy przerwali swe pojedynki i wraz z braćmi obniżali swój
lot, aby ostatecznie otoczyć Nightmare. Wszędzie w okół niego
były kruki, i wciąż ich przybywało. Słońce jakby zlękło się
ptaków, i zaczęło przygasać. Przeraźliwy skrzeczenie wypełniało
umysł, ciało i duszę złapanego w krąg. Wszystkie ptaki mu się
przyglądały, i wszystkie miały w oczach tylko nadzieje.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)