poniedziałek, 16 lutego 2015

Najemnicy

Mam dla was porzucony już przeze mnie projekt napisania książki. Co wy na to?



Prolog
-Jesteśmy coraz słabsi-Lucyfer uderzył  dłonią o stół wokół którego stali. –Zrób coś z tym!
-Nie masz prawa mi rozkazywać-Podszedł do Lucyfera, stanął nad nim i nachylił głowę. Był od niego o głowę wyższy.
-Wybacz-Pochylił głowę. Bał się go. Ale musiał z nim współpracować, szczególnie w tych ciężkich chwilach.
-Potrzebujemy nowych ludzi-Odszedł na niego i usiadł na krześle. Lucyfer stał nadal. Wolał nie ryzykować.
-Ale sam wiesz jakie to trudne. Potrzeba wiele prób żeby znaleźć odpowiednich…
-Tak, wiem. Ale mam pomysł. Bóg też się zbroi. Może by tak odciągnąć ludzi od niego.
-Ale… W sumie to nie głupi pomysł. Łatwiej będzie ich odwieść od Boga niż szkolić od nowa.
-Więc nie stój już tutaj tylko obserwuj co robią aniołowie. Przecież sam Bóg nie pofatyguje się na Ziemie.
Lucyfer wyszedł z Sali. Gdy wychodził czuł jego wzrok na plecach. Trudność sprawiło mu wyjście z pomieszczenia. Strach go paraliżował. Ale bał się niewielu rzeczy.
Rozdział 1.
Szara codzienność
Stróż jeżeli nie siedział w domu był na dworze. Przeważnie z Urodzoną jednak tym razem był sam. Znów wyruszył na spacer do lasu. Coraz częściej tam chodził, niemal tak często jak kiedyś. Zapiął swoją skórzaną kurtkę. Znowu zapomniał, że w ten sposób pozbawia siebie broni którą zawsze miał przy sobie. Włożył ręce do kieszeni kurtki i wyczuł nóż w wewnętrznej kieszeni. Rozpiął ją i go wyciągnął. Był to składany, niewielki nóż. Choć nie był stary stępił się. Niemożna nawet było nim dźgnąć, miał ułamany czubek. Szedł przez błoto. W myślach ciągle rodził się bunt przeciwko Bogu i coraz większa wiara w Szatana oraz inne demony. Pomimo, że był wierzący często wątpił, że jakakolwiek inna siła ponad człowiekiem istnieje.
*
Urodzona jak zwykle siedziała w domu. Słuchała muzyki. Czekała, aż stanie się coś ciekawego. Wstała i wyszła z domu. Miała nadzieje, że spotka kogoś, kogo znała. Wzięła telefon gdyby Stróż lub Anioł chcieliby się z nią skontaktować
**
Anioł leżała. Chciało jej się spać ale nie mogła zasnąć. Podeszła do okna. Zaczęło padać. Nienawidziła tego, szczególnie zimą. Oznaczało to, że gdy wyjdzie będzie jej strasznie zimno. A tego także nienawidziła. Usiadła przy oknie wpatrując się w drzewa. Coś tam było.
***
Znowu ten dół. Choć tym razem bez powodu. Wszechogarniający smutek. Może to wina drzew i  późnej godziny? Wyciągnął swój nóż. Sprawdził kciukiem jego ostrość pomimo tego że wiedział jaki będzie wynik jego badania. Rozejrzał się za kamieniem. Znalazł wystarczająco duży, podszedł do niego i zaczął ostrzyć nóż.
****
Usiadła na przystanku. Deszcz jej nie przeszkadzał, nawet go lubiła, ale po co moknąć jeżeli nie ma się celu podróży. Patrzała na przejeżdżające samochody. Przez chwile rozmyślała za co kocha Stróża. Było to ciężkie do zrozumienia, nawet dla niej. Był on wredny co potęgowała jego inteligencja. Nawet nie był przystojny, ale coś ciągnęło ją do niego. Może to, jaki był mroczny? Wstała i wyruszyła w stronę gdzie niegdyś często spacerowała ze Stróżem z nadzieją, że go tam Spotka.
Rozdział 2.
Czas na zmiany
Wyciągnął telefon. Włączył muzykę. Wracał. Zaszedł za daleko a było coraz ciemniej. Ktoś stał na rozdrożu. „Jak w jakimś horrorze” pomyślał ale szedł dalej. Wyłączył muzykę, nie lubił jej słuchać przy kimś obcym. Wyciągnął nóż i schował nóż do rękawa. W takich chwilach zawsze martwił się, że będzie musiał komuś podać rękę na powitanie. Był już kilka metrów od tej osoby.
-Czekałem na ciebie
Przestraszył się lekko. Napiął się. Wyglądał na jeszcze większego. Wyciągnął i rozłożył nóż.
-Kim jesteś, że na mnie czekałeś?
-Wyda ci się to dziwne, ale jestem aniołem. Bóg przysłał mnie tutaj w pewnym celu. Związanym z tobą.
-Taaak, a tym celem jest pewnie zabicie mnie-Rzekł z kpiną.
-Nie. Pozwól mi to sobie wytłumaczyć. -Spojrzał na niego. To nie był on tylko ona!  Była anielicą.-Bóg ciebie potrzebuje…
-Oczywiście –przerywa jej Stróz-pewnie mam uratować świat czy coś takiego.
-W pewnym sensie. Chce On, żebyś został jego najemnikiem.
-I co miałbym robić?
-Chce zebrać drużynę składającą się z 3 osób. Będziecie wypełniać Jego rozkazy. Taka trochę policja.
-Mamy być aniołami stróżami?
-W pewnym sensie. Będziecie odpowiadać na bardziej krwawe wezwania. Do walki z demonami itp.
-Co MY dostaniemy w zamian?
-Życie wieczne. Będziecie przemieniani na wezwania w anioły. Poza tym wasze życie nie ulegnie zmianie.
Stróż zaczął to analizować.
*
Urodzona szła w coraz ciemniejszy las. Przeszła już kawałek drogi. Na rozdrożu zobaczyła dwie postacie. Oby dwie były ciemnie i dosyć wysokie jednak jedna z nich była wyższa. Tą niższa osoba był Stróż. Potrafiła go rozpoznać z dużej odległości. Serce zabiło jej szybciej. Z kim on mógł rozmawiać? Przyspieszyła kroku. Podeszła do nich .
-Witaj, Urodzona. Na ciebie także czekałam.
-Ale..-Tylko to z siebie wydusiła.
Stróż złapał ją za rękę. To dodało jej odwagi. Zaczął jej tłumaczyć.
-To jest Obrońca Ludu, anielica która przybyła nas zwerbować. Chce, żebyśmy zostali Bożymi Najemnikami. Sam nie wiem co o tym myśleć.
Zawsze chciała mieć większy kontakt z Bogiem. Ona już podjęła decyzję.
-Ja..ja się zgadzam.
Stróż trochę się zdziwił.  Jeżeli Urodzona chciała zostać żołnierzem, to czemu on miał wątpliwości? Nagroda była dla niego za mała.
-W takim razem ja także chce być żołnierzem w służbie Boga. Jak to ma wyglądać?
-Po odszukaniu trzeciego członka waszej drużyny rozpocznie się przemiana. Będziecie wiedzieć, kiedy będziecie gotowi.
Wyrosły jej skrzydła na plecach. Tak właściwie to się pojawiły ale i tak wyglądało to imponującą. Wybrańcy stali tak jeszcze przez chwile zastanawiając się w co znowu się wplątali. Po dłuższej chwili Stróż ją przytulił i postanowili wrócić razem do domu.
**
Przestało padać. Nawet słońce zaczęło świecić. Anioł ubrała się. Gdy wychodziła z domu zadzwonił telefon. Dzwoniła Urodzona.
-Musimy się natychmiast spotkać
-No… dobrze. Gdzie?
-Na moście, tam będzie najlepiej.
-Będę za piętnaście minut.
Rozłączyła się. Anioł westchnęła i wyruszyła. Musiała przejść przez park. Lubiła tamtędy przechodzić, szczególnie gdy świeciło słońce. Rzadko ktoś tam siedział ale tym razem jednak ktoś był. Siedziała tam dziewczyna z brązowymi włosami. Słuchała muzyki i notowała coś w zeszycie. Na sobie miała płaszczyk. Anioł nigdy jej nie widziała ale teraz dziewczyna zwróciła jej uwagę. Gdy przechodziła ciągle na nią patrzyła a ona nawet nie zorientowała się, że ktoś obok niej przeszedł. Przeszła przez park. Musiała jeszcze przejść prawie prostą drogę, skręcającą jedynie dwa razy, jakieś 10 metrów od siebie, ale drzewa rosły tam tak gęsto, że nic tam nie było widać. Zaraz za drugim zakrętem był most. Teraz szła prostą drogą. Gdy doszła do zacienionego miejsca między zakrętami przeraziła się. Zobaczyła anielice. Tą samą, którą spotkali Stróż i Urodzona. Przekazała jej te same informacje. Dziewczyna zgodziła się.
Rozdział 3.
Informacja dla przyjaciół
-Czemu ona zawsze musi się tak cholernie Spóźniać?!-Stróż jak zwykle się niecierpliwił. Urodzona stała oparta o barierkę mostu. Często tu razem przebywali, tak jak teraz. Był to most kolejowy pod którym przebiegały 2 pary torów. Pociągi jeździły tu dosyć często. Podszedł do niej i położył jej ręce na biodrach.
-Ty ją lepiej znasz, kiedy tu przyjdzie?
-Powinna już być. Z jej domu nawet powolnym spacerkiem można tu dojść w ciągu dziesięciu minut. A minęło dwadzieścia…
Była już niemalże noc. Urodzona wtuliła się w Stróża. Czuła się teraz bardzo bezpiecznie. Anioł wbiegła na most.
-Nie uwierzycie kogo spotkałam po drodze-powiedziała zdyszana
-Hmmm, anioła?-Zgadywał Stróż. Nie było to dla niego nic dziwnego. Zdziwiłby się, gdyby Bóg wybrał kogoś innego.
-Skąd wiedziałeś?
-Bo my też ją spotkaliśmy. Wszyscy jesteśmy Najemnikami Boga-Urodzona wyręczyła go w odpowiedzi.
-Nic, czekamy na przemianę
A przemiana miała już nastąpić tej nocy. Przyjaciele wrócili do swych domów. Anioł poszła od razu spać, Urodzona słuchała muzyki a Stróż czytał książkę. Dzisiejsze wydarzenia faktycznie nie zmieniły ich życia.

Rozdział 4.
Trening
Była dwunasta. W południe. Stróż wstał. Całe ciało go bolało, szczególnie plecy. Poszedł do łazienki. Ściągnął koszulkę i umył twarz. Przejrzał się w lusterku. Miał skrzydła. Obrócił się i chciał na nie popatrzeć ale nie zauważył ich. Znowu popatrzył na swoje odbicie. Były tam. Przyglądał się tak sobie i zwrócił uwagę, że jego mięśnie stały się większe, bardziej wyraźne. Zdziwił się ale także ucieszył. Ubrał się i postanowił skontaktować się z przyjaciółmi. Wszedł na komunikator głosowy na komputerze i zalogował się. Urodzona i Anioł już tam rozmawiali. Połączył się. Gdy tylko odebrali wyskoczył:
-Zostałem przemieniony!
-Co, tak szybko?-Zdziwiła się Urodzona.
-Tiaa, ale widać to tylko w lustrze. No przynajmniej w lustrze.
Dziewczyny od razu wyleciały z pokoi. Przejrzały się w lustrach. Zmieniły się. Ale skrzydeł nie miały.
-Stróżu, ty kłamco, zabije cię!-naskoczyła Anioł.
- No co?-próbował bronić się Stróż.
-Ja nie mam skrzydeł.
-Ja też nie-wtrąciła się Urodzona.
-No to nie moja wina. Może musicie poczekać.
Tak też zrobiły.
*
Wpadły do niego do domu nawet nie pukając. Wleciały na piętro i wbiegły do pokoju niemal się nie przewracając. Stróż czytał książkę na łóżku. Spojrzał się na nie ale zbytnio się nie przejął.
-Przemiana nastąpiła-Wykrzyczała Urodzona
-Mhm, cieszę się-Stróż zbytnio się tym nie przejął, nadal czytał książkę. Obojętność udzieliła się dziewczyną i przygasiła je.
-O co Ci chodzi?- spytała Anioł
-Chodzi o to, że zaraz będziemy musieli przejść szkolenie. A to raczej nie będzie łatwe.
Pomimo, że Stróż był spokojny Anioł i Urodzona zmartwiły się. Usiadły na łóżku. Czekali. Stróż odłożył książkę. Dziewczyny oparły się o ścianę. Zasnęli.
Obudzili się ale nie byli już w pokoju Stróża. Byli na placu. Stała tam jedna osoba. Tak właściwie anielica. Ta, którą spotkali, gdy chciała ich zwerbować. Podeszli.
-Witajcie, nadszedł czas na wasz trening. Zostaniecie także uzbrojeni.
Podeszła do Stróża
-Dla ciebie mam miecz dwuręczny. Jest on wykonany ze stali tak ostrej, ze jest w stanie przeciąć wszystko.
Przesunęła się do Urodzonej.
-Dla ciebie mam dwa sztylety. Dzięki nim twoje ruch będą jeszcze szybsze. Ale nie myśl sobie, że obejdzie się bez treningu. Nadal jesteś za wolna.
Stanęła przed Aniołem
-Więc dla ciebie został łuk. Został on wykonany z takiego materiału, że łatwo go naciągnąć ale i tak otrzymuje potężną siłę wystrzału. Do tego dostaniesz kołczan. Strzały w nim nigdy się nie skończą.-Odsunęła się i stanęła po środku.-Nadszedł czas na wasz trening. Każdemu z was zostanie przydzielony osobny nauczyciel.
Podeszło do nich troje aniołów. Poszli razem z nimi
-Powodzenia w treningu-Powiedziała Obrońca Ludu nieco zmartwiona.
**
Obudzili się. Nadal byli w tym samym pokoju ale byli zmęczeni.
-Która godzina-zapytała Urodzona. Stróż sięgnął po zegarek i spojrzał na niego. Próbował wstać ale był zbyt zmęczony i wylądował na kolanach. Patrzył z niedowierzaniem na zegarek.
-Byliśmy tam przez.. siedem godzin!
-A więc jednak byliśmy-Anioł jeszcze nie do końca wiedziała co się dzieje. Urodzona zerwała się z łóżka i niemal się nie przewróciła. Stróż ją złapał.
-Lepiej się połóż-doradził jej Stróż.
-Ale musimy już iść!
-W takim stanie nie dojdziesz do domu. Siadaj i odpocznij.
Urodzona późniła się jego i chciała wyjść ale nie miała nawet siły chodzić. Stróż ponownie ją złapał.
-Lepiej naucz się najpierw chodzić-śmiał się z niej Stróż. Popchał ją lekko na łóżko a ona nawet nie stawiała oporu. Sam usiadł przy ścianie i odchylił głowę do tyłu. Ściana była ciepła, za nią szedł komin.
-No więc czekamy na pierwsze zlecenie.
Po półgodzinnym odpoczynku Stróż odprowadził dziewczyny i po powrocie do domu wrzucił post na swojego bloga zanim poszedł spać.
***
-Szefie, zaczęli -Lucyfer  wpadł do Sali w której on już był.
-To dobrze, trzeba ich przejąć. Jak będą szli na swoje pierwsze zlecenie wyślij do nich Abaddona, niech ich zwerbuje.
-Abaddona? Przestraszą się go!
-Niech się boją. Będą nas szanować już od początku.
-Ale…
-Żadnego ale. Idź go powiadom Lampka.
Lucyfer wyszedł. Nienawidził kiedy go tak nazywali. Ale akurat jemu musiał na to pozwolić.
Rozdział 5.
I się zaczęło
   Byli na spacerze gdy się zaczęło. Po prostu to poczuli. Instynkt kazał im iść w miejsce, do którego nawet nie myśleli się wybrać. Ale wiedzieli że muszą. Było to 20minut drogi od miejsca w którym się znajdowali a musieli iść lasem. W połowie drogi, gdy minęli zakręt zobaczyli kucającą postać. Gdy podeszli postać wstała. Wstając, rozwinęły jej się skrzydła. Były czarne, potężne ale poranione i wielu miejscach zabliźnione. Postać była wysoka. Odwrócił się. Przyjaciele aż się odsunęli.  W oczach miał pustkę. Włosy miał kruczo-czarne,  do ramion. Twarz tak samo jak skrzydła poorana była bliznami i ranami. Ubrany był w skórzaną kurtkę ale nie zapiętą. Widać było jego mięśnie lecz także blizny. W prawej ręce trzymał miecz dwuręczny naznaczony wieloma tajemniczymi symbolami.  Stróż domyślał się kim on jest.
-Wiajcie-odezwała się postać-kto jest przywódcą waszej grupy? Tak, wiem kim jesteście, „Boskimi Najemnikami”.
Dziewczyny popatrzyły się na Stróża a Urodzona szepnęła, żeby to on ich reprezentował.
-Czego od nas oczekujesz, Abaddonie?
-Skąd wiesz kim jestem?!
-Wiem o was więcej niż myślicie, upadli. Więc czego chcesz?
-Jak zapewne wiecie, wojna toczy się od wieków, od tysiącleci a nawet dłużej. My także potrzebujemy wojowników.
-Więc chcecie pójść na łatwiznę? Zwerbować już wyszkolonych?
-Taaak, tylko że my oferujemy lepsze warunki.
-No to słucham waszej propozycji-wyprostował się  i skrzyżował ręce na piersi. Dziewczyny czuły się zagubione i bezradne. Nie wiedziały co się dzieje.
-Oferujemy to samo co Bóg a dodatkowo magię. Musimy dbać przecież o swoich ludzi. Pewnie nie raz wam mówiono że licho nigdy nie śpi. W związku z tym będziecie mogli przemieniać się kiedy tylko będziecie chcieli. Będziecie bezkarni. Pod warunkiem, że dacie sobie radę z ewentualnym atakiem waszych dotychczasowych sojuszników.
-Hmm, ciekawe warunki. Ale rozumiem, że jak przechodzimy, to w trójkę?
-Oczywiście. W drużynie potrzebne jest zgranie.
-Anioł, Urodzona, to jak, zmieniamy stronę? Bo ja jestem na tak. –Dziewczyny zastanawiały się. Urodzona kiwnęła głową a Anioł zaraz za nią też to zrobiła.
-Więc witajcie w Armii Azazela.  Będę waszym szefem. To ja wam będę załatwiał zlecenia. Nazywacie się Mroczną Szarańcza. Mam dla was pierwszą misję. Przemieńcie się teraz.  Do tej pory nie szliście na zlecenie tylko na odczytanie Ewangelii. Teraz macie tam iść i w imieniu Azazela przerwać to.
Abaddon odszedł, a w drzewie przy którym klęczał wyryte było „AVE” lecz V  było częścią pentagramu.
*
-I jak my to do cholery mam zrobić?-Denerwowała się Urodzona.
-Spokojnie kotek, zaraz coś wymyślimy. – Odpowiedział jej Stróż a to on zawsze pierwszy poddawał się złości. Usiadł na ziemi, zamknął oczy. Na jego twarzy widać było skupienie. Po chwili wstał, wciąż mając zamknięte oczy. Na ziemi wokół niego zaczął rysować się krąg. Gdy już się zamknął w kręgu wyrysował się pentagram a następnie wystrzelił w górę tworząc filar. Stróż podniósł się w górę dziwnie wygięty do tyłu z odrzuconymi rękami. Po kilku sekundach spadł na ziemię. W ręce trzymał miecz, na plecach miał okazałe czarne skrzydła.
-Nie ma co, widowiskowe-skomentowała Anioł.
-Na co czekacie, mamy misje do zrobienia dziewczyny. –Niecierpliwił się Stróż ale po twarzy dziewczyn było widać, że nie widzą jak się przemienić. –Ehh, wystarczy sobie wyobrazić że się przemieniacie. No, jazda!
**
Zaczaili się w krzakach. Nie znali terenu ale pomimo to pozostali niezauważeni. Mogli swobodnie obserwować. Na polanie stał mężczyzna, dosyć dobrze zbudowany, wysoki. Czytał coś z ksiarzki którą miał w rękach. Obok niego stały dwie kobiety trzymając w rękach miecz i tarcze. Przed nimi siedziało około trzydziestu młodych, jak się domyślił Stróż, aniołów.
-No, chyba nie będzie tak łatwo jak miało być-wyszeptał Stróż-Anioł, widzisz tą kobiete po lewej? Zastrzel ją. W głowę.
-Ale…
-Nie ma żądnego ale. Strzelaj.
Anioł naciągnęła cięciwę i wystrzeliła. Strzała przebiła czaszkę kobiety na wylot. Gdy ranna upadła Stróż wyskoczył z krzaków i pobiegł w stronę mężczyzny. Urodzona ruszyła za nim a Anioł już wystrzeliła kolejną strzałę ale druga kobieta zasłoniła się tarczą. Mężczyzna pocałował księgę i odłożył ją ze spokojem. Przeobraził się i Stróż aż się zatrzymał. Mężczyzna był cały w bliznach. Przypominał Abaddona którego wcześniej spotkali, tylko dobrego. No, przynajmniej nie aż tak złego. Ruszyli w do siebie powoli, wolnym krokiem. Gdy już zbliżyli się na wyciagnięcie miecza Stróż spróbował go zaatakować jednak ten był za szybki i odskoczył. Spróbował siłą rozpędu ale i tym razem także nie trafił.
-Po co mnie atakujesz? Nie widzisz ze to nie ma sensu? Rozejrzyj się
Stróż zrobił to, co mu kazano. Widok go przeraził. Cały las płonął. Polana zmieniła się w popiół. Urodzona leżała martwa na środku a Anioł, ciągnięta przez kobietę, konała w agonii. Chciał się odwrócić, zapytać ale gdy to zrobił, nastąpiło potężne cięcie. I stała się ciemność.
***
Ogień, wszędzie ogień. Wszystko płonie, nawet ja. Jest niemożliwie gorąco. Może wypadałoby wstać? Dokąd teraz? W płomienie? Czy ścieżką. Niezbyt mi się uśmiecha bycie strażakiem-amatorem. Pójdę ścieżką. Idę, jestem w lesie. A w raczej jego płonących szczątkach. Nie ma zieleni, nawet czerni. Tylko czerwień. Ognista czerwień. Drzewo z płomieni spada mi przed nogami. Zatrzymuje się. Wybuch. I znowu mrok…

****
Leże. Słyszę szum fal. Czuje piasek. Jestem na plaży? Czas otworzyć oczy. Taaak, to plaża. I morze. A naprzeciwko morza trawa, a na niej rośnie drzewo. Chyba czereśnia. Chyba, z tej odległości nie widać. Wyróżnia się na tle lasu. Może tym razem nie wstanę? Za dobrze mi tutaj. A co to wychodzi z lasu? Wilk? W bajce jestem? Zje mnie straszny zły wilk za wszystkie moje grzechy. Ale byłem grzecznym chłopcem. No, jak spałem! I to też nie zawsze. Wypadałoby wstać, zginąć z honorem, wyjść naprzeciw śmierci, dumnie kroczącej naprzeciw mnie. Czemu mam być gorszy? Jesteśmy naprzeciwko siebie. Mówi, że musze się obudzić, że nie mogę tu zostać. Ale mi tutaj dobrze. Umieram? Mam nigdy już nie zobaczyć moich przyjaciół? Ale mi tu naprawdę dobrze. Warczy na mnie. Jak on śmie?! Dobra, już się budzę. Ale jak? Och, już chyba wiem. Nie gryź mnie!
*****
Leże, znowu. Do cholery, nie za dużo tego? Otwieram oczy i co widzę? Jestem w namiocie. Obok mnie klęczy dziewczyna. Jasne włosy, piękne oczy i śliczna buzia. Anielica? Na pewno. Może lepiej zamknę oczy, bo pójdzie, a chce żeby przy mnie była. Odwróciła twarz, patrzy się na wejście. Wcześniej też się na mnie nie patrzyła. Pewnie nie wie że się obudziłem.
-Wiem, że już nie śpisz-Delikatny  głos spłynął do moich uszu.
-W takim razie chyba należą mi się wyjaśnienia.
-Wasz mentor nieco przeliczył wasze siły. Ale nawet on nie mógł tego przewidzieć. Przez przypadek wysłał was na pewną śmierć ale ty jednak ocalałeś. Nie wiem jakim…
-A co z Anioł i Urodzoną?!-Przerwał jej Stróż
-Przykro mi…-Już wiem co się stało. Nie chciałem tego przyjąć do świadomości ale musiałem. Taka miała być cena za przejście na złą stronę? Stracenie najbliższych? Mam nadzieje, ze jeszcze okaże się ze było warto. Przysięgam, że odnajdę sprawcę.  I zginie w niewyobrażalnej agonii. Tak wielkiej, że nawet męczennicy jej nie doświadczyli.
-Nie wiem kto to był, ale na pewno ktoś o wiele silniejszy niż ty teraz. Nie dasz rady  go znaleźć a co dopiero pokonać.
-W takim razie musze się szkolić. Którędy do wyjścia?
-Jak na razie nie masz siły nawet chodzić. Leż, a gdy będziesz na siłach wtedy cię wypuszczę.
-Eh, nie matkuj mi tutaj.-Chciałem podjąć jakąś drogę ale nie po to żeby na niej paść. Zregeneruje się i zacznę trenować. Wymierzę sprawiedliwość.
******
   Przysięgłem zemstę, i teraz musze tego dokonać. Postanowiłem, będę się szkolił, i nikt nie mnie powstrzyma przed pomszczeniem moich przyjaciół. Moja droga zaczyna się już dzisiaj. Wyszedłem z namiotu, ze swoim mieczem, nie zmienię się już w człowieka, ludzie są za słabi. Pożegnałem anielice i wyruszyłem, musiałem się spotkać z Abaddonem, i żeby on mnie podszkolił. Przywódca Szarańczy powinien wiedzieć jak się bić. Coś mi się wydaje że to będzie długa podróż, pełna bólu i wyrzeczeń. Ale gna mnie gniew i chęć zemsty. To wystarczy żeby pokonać wszystkie trudności. Powiedziano mi, że Abaddon często przebywa na ziemi, mam namiary na jego ulubione klubu, pierwszy cel-„Pod pogryzionym kotem”.
Rozdział  - Poszukiwania
  Klub można było nazwać bardziej ruderą. Opuszczony magazyn pełen dziwek i alfonsów. Było szaro od dymu i niezwykle gorąco. A dodatkowo wielkie tłumy. Stróż dopchał się do barmana. Łysy i całkiem przy kości. Nie wyglądał na anioła, a raczej na jakieś niskiej rangi stworzenie. Stróż przybrał swój najgroźniejszy wyraz twarzy, ale pomimo wielkiej chęci, młody, niezahartowany w boju chłopak, nadal nie wyglądał zbyt groźnie.
-Szukam Abaddona, przekaż mu, że Stróż na niego czeka.-Barman popatrzył się na anioła o czarnych skrzydłach z lekką pogardą.
-Czy ty chcesz spotkać się z jednym z najsilniejszych demonów? Chyba sobie żartujesz, przecież on nawet na ciebie nie spojrzy.
-Och, skoro nie spojrzy na mnie, to tym bardziej na ciebie. Nie znasz mnie, więc mnie nie oceniaj, jestem jego uczniem, a ja sobie zapamiętam to jak mnie potraktowałeś.-Odgryzł się Stróż po czym wykrzyknął:-Darmowe piwo dla wszystkich przez następna godzinę!
Wszyscy zebrani rzucili się do baru, a Stróż zaczął się przeciskać do wyjścia. Powstał niewyobrażalny chaos, godny najgłębszych obszarów piekielnych. Stróż wydostał się na zewnątrz i z kieszeni wyciągnął kartkę. Miał na niej zapisane adresy wszystkich miejsc w których mógł znajdować się Abaddon.
-Słyszałem, że mnie szukasz.—Stróż usłyszał głos, podniósł głowę i automatycznie siegnął po miecz który nosił zawsze na plecach. To był były dowódca Szarańczy, upadły anioł, demon wojny i zniszczenia-Abaddon.
-Tak, szukałem cię, potrzebuje twojej pomocy.
-Tak wiem-przerwał mu demon zniszczenia-chcesz się zemścić a ja mam cię do tego wyszkolić. Wieści szybko się rozchodzą mój młody uczniu. Kiedy chcesz zacząć naukę?
-Czym szybciej tym lepiej, będę miał więcej czasu na naukę, a coś czuje że każda minuta będzie cenna.
-I masz racje, chcesz się mierzyć z niezwykle silnym przeciwnikiem-avatarem Antykreatora, przeciwieństwem Boga.
-Skoro to antykreator, to czemu nauczał anioły?
-To była tylko iluzja. Żadne z was nie rozwinęło wystarczająco swojego magicznego instynktu, nie było  na to czasu, niestety. Ale jednak ty przetrwałeś, widocznie masz duże możliwości magiczne, a to ci się przyda.
-Magia…To chyba trudna sztuka.
-Tak, ale załatwię ci najlepszego nauczyciela, mistrza tajemnic, Razjela.
-Ale…to przecież archanioł.
-Tak, ale Antykreator to nas wspólny wróg, a ty jesteś najlepszym materiałem na jego przeciwnika.
-Ale czemu nie Azazel, nie Lucyfer albo ty?
-Kiedyś to jeszcze zrozumiesz. Dzisiaj jeszcze odpocznij, jutro zaczniemy trening.-Abaddon odszedł i zniknął w zaułku. Stróż wrócił do baru i rzucił się w bijatykę. Od razu przy wejściu rzucił się na niego jakiś anioł, niskiej rangi z krzesłem w ręku. Zamachnął się, Stróż zrobił unik z obrotem i siła rozpędu uderzył anioła w skroń. Od razu wypuścił krzesło z rąk i padł jak nie żywy. Zresztą, kogo go obchodziło czy żyje czy nie. Zauważył że dwóch jakiś stworzeń pojedynkuje się że sobą. Podszedł do tej odwróconej tyłem, i zaczął ją dusić. Po chwili odrzucił ją i poprawił kopnięciem.  Stanął naprzeciwko drugiego stworzenia. W oczach Stróża płonął gniew. Rzucił się na sparaliżowane strachem stworzenie i uderzył otwartą dłonią w splot słoneczny. Zgięło się w pół a on kopnął go w ramię. Stworzenie upadło. Stróż zobaczył większą grupę. Wybił się, pomógł sobie skrzydłami i rzucił się z impetem w tłum. Gdy już wylądował zaczął bić wszystkich, kogo tylko mógł sięgnąć.
Czuł się prawie jak w raju. Mógł w końcu mógł się wyładować, uwolnić swój gniew. Zauważył, że jeden z zamieszanych w bójkę się wyróżnia. Był większy, miał nieco ponad 2 metry wysokości i był o wiele bardziej umięśniony. Stróż poczuł, że to będzie dla niego godny przeciwnik. Przepchał się do niego rozpychając się i odrzucając wszystkich po drodze. Gdy do niego dotarł, był do niego odwrócony plecami i dusił jakiegoś niskiego demona. Stróż poklepał go po ramieniu, a golem zdziwiony odwrócił się. Popatrzył na upadłego anioła i zaśmiał się. Stróż uderzył go w splot słoneczny, to było jego ulubione miejsce, ale golem ledwo co się ugiął. Przeciwnik postanowił go podciąć ale Stróż podskoczył pomagając sobie skrzydłami. Będąc już w powietrzu postanowił zaatakować w powietrza w skroń. Golem przejął jego atak chwytając go za pięść. Stróż chcąc się uwolnić podniósł nogi i kopnął go w  brzuch od razu uwalniając się od uchwytu. Golem wypuścił byłego anioła a on musiał ustabilizować lot skrzydłami. Odleciał na niewielką odległość, rozpędził się i wślizgiem wszedł w nogi golema. Ten padł choć Stróż nie przewidział że tak gwałtownie się zatrzyma. Zaatakowany padł na jego skrzydło. Stróża przeszył ból promieniujący od skrzydła na całe ciało. Wiedział, że jest złamane, i sam sobie z nim nie poradzi. Podniósł się, i spojrzał na golema. Leżał bezruchu. Wszyscy obecni w klubie utworzyli koło i przyglądali się. Stróż rozejrzał się i skierował do wyjścia. Obecni rozeszli się torując mu drogę.
Rozdział
Prawdziwa zima nadeszła już w listopadzie. Spadł śnieg, wszędzie było biało. Stróż postanowił wybrać się na spacer. Chciał pooglądać ozdoby świątecze. Dopiero niedawno przeprowadził się do nowego miasta. Było dla niego to wszystko nowe. U niego na wsi nikt nie przywieszał lampek ani nie starał się aby było czuć atmosferę świąt. Ale nie wszstko mu się podobało. Do świąt został jeszcze miesiąc, a ludzie już zaczeli kupować prezenty świąteczne. W sklepach było już pełno czekoladowych mikołai i reniferów a przy kasach stali wolontariusze zbierający arktykuły dla biedniejszych osób.
Stróż rozwijał swoją dusze, tak jak kazał mu Abaddon. Potrafił już pobierać energię, głównie z ludzi, ale to i tak dobrze jak na początek. Potrafił badać też aurę. Głównym celem spaceru było ćwiczenie koncentracji, nawet w tak trudnych warunkach atmosferycznych. Badał aurę przechodniów i starał się pobrać ją od tych, których energia się najbardziej nadawała.
Jego uwagę przyciągnęła aura pewnej dziewczyny. Była innego koloru, ciemno-zielona, prawie czarna ale pełna życia. Próbował pobrać z niej energie, ale nie mógł, i to nie z powodu braku koncentracji. Postanowił ją śledzić, dowiedzieć się jak najwięcej o niej. Szli deptakiem w śniegu, Stróż trzymał się blisko niej wciąż próbując złamać zabezpieczenia. Skręcili w boczna uliczkę. Tutaj śnieg nie padał, była zbyt wąska i otoczona wysokimi budynkami. Po przejściu kilkunastu metrów dziewczyna nagle się odwróciła
-Czego chcesz?-Powiedziała a Stróż ujrzał Urodzoną. Praktycznie w tej samej chwili zmieniła się w mroczny dym który unosił się w stronę nieba. Upadł na kolano czując jak cała energia z niego ucieka wraz z dymem. Starał się ją zablokować lecz z marnym skutkiem. Poczuł wybuch energii. Podniósł głowę i ujrzał dziewczynę którą śledził. To od niej biła ta energia. Stróż zbierając resztki sił wybiegł z zaułka pozostawiając osłupiałą dziewczynę wraz z jej energią.



Rozdział – Amulet
Wiał silny i chłodny wiatr. Niebo było zachmurzone, ponure. Tak jak sam Stróż. Rozwinął już w wystarczającym stopniu swoją energie aby móc rozpocząć naukę magii. Ale nie wychodziło mu to. Cała energia rozpraszała się zanim dotarła do celu nie wyrządzając zamierzonego efektu. Las otaczający buntownika był wyjątkowo ciemny i tajemniczy, pomimo że był w nim już nie raz.
Zignorował nagły szelest w krzakach lecz po kilku krokach zatrzymał się. Stwierdził, że to doskonały sposób żeby sprawdzić swoje możliwości. Skupił się i zaczął namierzać energię jaka uchodzi z każdego żywego stworzenia. Widział ptaki, wiewiórkę, oraz swój cel- sarnę, wewnętrznym okiem. Przeobraził się i rzucił w krzaki w których była sarna. Nie zdziwił się tym, że już jej tam nie ma. Zauważył ją i zaczął biec w jej kierunku z mieczem w ręku. Próbował ją spowolnić magią, ale ona nawet się nie obejrzała. Skręciła i Stróż stracił ją z oczu. Zaczął szukać jej energii. Jego uwagę przyciągnęło coś całkiem innego. Był to przedmiot  którego biła silna, agresywna i czerwona energia. Podszedł do niej powoli, rozgarnął trawę i ujrzał amulet. Był on srebrny, dosyć matowy. Był wykonany ze zwykłego pospolitego materiału. W środku był czarny pentagram. Wziął go do ręki i od razu przeszyła go jego energia. Poczuł się silniejszy, groźniejszy i bardziej pewny siebie. Założył go i wznowił polowanie. Bez problemu wytropił sarnę. Rzucił się a nią kształtując energię, która miała ją zatrzymać. Zbiegała akurat z niewielkiego wzniesienia gdy Stróż uwolnił energie i która w końcu dosięgnęła swojego celu. Sarna znieruchomiała. Drapieżca wyskoczył i rozorał jej bok swoim mieczem po czym kopnął ją wystarczająco mocna aby bezbronne już zwierzę przewróciło się na zdrowy bok. Stróż wbił miecz w ziemię, przyklęknął i zaczął koncentrować swoja energie na ranie rannego stworzenia. Energia wypłynęła z niego lecz nie pomagała w leczeniu rozcięcia. Stało się czarne a skóra zaczęła obumierać. Przestał wysyłać energię. Doskonale wiedział co się dzieje. Amulet był źródłem mocy destrukcyjnej. Ale takie amulety nigdy nie blokowały innych zdolności. Musiał porozmawiać z Abaddonem. Nie chciał aby zwierze więcej cierpiało więc wyssał z niej resztki energii. Zwierzę zakończyło swój żywot a rozpoczęło nową drogę.
*
-Po świecie rozrzucone są artefakty. Przedmioty z niezwykłą mocą. Nikt nie wie jak powstały, ale dają posiadaczowi nie zwykłą moc. Nawet zwykli śmiertelnicy o nich wiedzą.
-Jak na przykład Święty Graal? Ten kielich?
-Nie wiadomo czy to był kielich, nikt go nie znalazł. Mit o jego kształcie powstał ze względu na jego właściwości. Magazynuje energię. Jak pewnie wiesz, każde zywe stworzenie wytwarza energie, ale tylko do pewnego poziomu. Powyzej niego TEORETYCZNIE nie da się wytworzyć energii.
-Teoretycznie?
-Tak, możesz wyssać z kogoś energie, ale nie będziesz jej zbyt długo kontrolować.
-I co się wtedy stanie?
-Uwolni się. Najczęściej w postaci ciepła. Po prostu spłoniesz. Ale niewielu z magów potrafi to kontrolować. Mogą przyjąć nieco większą ilość energii, lub po prostu ją uwolnić. I pozostaje też Graal. Przekazujesz mu swoja energię, a on w przeciwieństwie do innych przedmiotów, nie będzie jej tracił. Ma on nie ograniczoną pojemność, i w każdej chwili, jeżeli masz go przy sobie, możesz z niego korzystać.
-Wróćmy lepiej do medalionu.
-Nazywa się Mortius. Został on podarowany ludziom przez jednego ze zbuntowanych uczniów Razjela. Daje on posiadaczowi kształtowanie energii mroku i zniszczenia – czarnej i czerwonej. Ale na świecie nie ma nic za darmo. Nie pozwala on kształtować energii leczniczej i wzmacniającej - zielonej i złotej. Archanioł Tajemnic, aby panowała równowaga, stworzył on pierścień o nazwie Neutris. Działa on odwrotnie do Mortiusa, ale razem dają swoje korzyści, niwelując wady przeciwnika. Ten, kto zdobędzie oba, stanie się władcą zycia i śmierci.
-Gdzie znajdę drugą część ?
-Tego nie wie nawet sam kochany Razjel.
**
Stróż wiedział, że teraz będą na niego polować. Cieszył się z tego. Bawiło go zadawanie bólu, wysysanie energii z niewinnych ludzi. Zaczął chodzić do kościoła, choć wcześniej tego nie robił. Ale nie dlatego, że chciał się modlić. Było to skupisko ludzi o otwartych drogach do energii. Dodatkowo sam kapłan, przemieniając wino w krew, i ten badziewny opłatek w ciało Jezusa wytwarzał energię. Cały budynek był nią wypełniony. A władca śmierci potrzebował jej teraz bardzo dużo. Pomimo, że miał medalion, nadal musiał trenować swoją duszę i cało, do władania energią. Chodził do lasu, gdzie wzniecał niewielkie pożary. Polował na sarny, wilki. Przez te kilka tygodni bawienia się magią zmienił się fizycznie. Pociemniały mu włosy, oczy z piwnych zmieniały się w zielono-złote. Jego twarz stała się bardziej męska, dojrzalsza. Na jego lewym ramieniu, z każdym użyciem magi coraz bardziej widoczny stawał się pentagram. Ale on go nie widział.
***
XXI wiek, wspaniały czas. Dostęp do internetu, bezsensowne artykuły o okultyzmie, Szatanie i innych „mhrocznych” rzeczach. Ale ten wydał się Stróżowi nieco inny. Był o użyciu magii, aby przenieść się do Głebi, ostatniego, najgorszego poziomy Piekła. Najgorszego nie w sensie okrucieństw, a biedoty jaka tam panuje. Na Ziemi są slumsy, a w Piekle jest Głębia. Radzono, aby wyrysować pentagram kredą, krąg  wokół usypać z soli, a w każdym rogu pentagramu zapalić świece. Wiedział, że portal który chce teraz utworzyć, może działać w dwie strony. Niepewny wszedł do kręgu. Zaczął recytować formułę zaklęcia. Ziemia pod nim rozstąpiła się. Zaczął spadać w nicość. Otulało go zimno. Strefy Poza Czasem przywitały go  chłodem. Widział istoty, o których nawet nie śnił. Wszystko żyło tu własnym życiem. Świat powstały przypadkiem przy tworzeniu innych dawno powinien już się zapaść. Ale jednak coś podtrzymywało jego istnienie. Stróż ciągle spadając zobaczył wyspę. Była pusta, skalista. Jednak z daleko dostrzegł dwa ciała – Urodzonej i Anioła. Ciemność pochłonęła go całkowicie.

1 komentarz:

  1. To było naprawdę dobre, więcej takich opowiesci, bo są bardzo wciagajace. I mega się je czyta.

    OdpowiedzUsuń