piątek, 17 lipca 2015

Krwawe Skrzydła

Khristo wybrał się na spacer. Uwielbiał spacerowac w swietle ksieżyca, szczególnie po lesie. Pomimo, iż wczesną wiosną nie ma jeszcze liści na drzewach. Wiatr rzucał jego czarnymi włosami prosto na twarz, przysłaniając mu ścieżkę. Las byl właściwie opuszczony przez ludzi. Duchy mieszkające wsród drzew schodzily mu z drogi. Czuły w nim krew demona. Żar płynący w jego żyłach sprawiał, że głód który czuł był nie do opanowania. Ewolucja która nastąpiła w przejetym ciele dokonała się  wystarczająco szybko, aby móc utrzymać jego duszę.
Jego oczy były niebezpiecznie czerwone, żądza krwi postanowiła ukazać swe oblicze. Ale los sprzyjał nawet mordercą. Drobna dziewczyna siedziała przy drzewie skupiona na świeczce przed sobą. Khristo lekko sie uśmiechnął i podszedł do niej. Nie byłl na tyle głodny żeby zachowywać sie jak bestialski wilkołak, rzucając się na swoją ofiare. Zszedł ze ścieżki. Suche gałęzie zaczęły pękać pod jego ciężkimi butami, a łańcuchy obijać się o siebie. Cały ten hałas zwrócił uwagę dziewczyny. Zlękniona podniosła głowę i wbiła wzrok w źrodło dźwięków.
Jej szmaragdowe oczy skontrastowały z jego krwawymi tęczówkami. Stracił pewność siebie, jakby za zieloną taflą jej oczu czaił się sam Gabriel. Odrzucił tą myśl, była zbyt przerażająca. Przysiadł przy niej nie zrywając kontaktu wzrokowego.
-Ciemno już. I zimno. Niebezpiecznie...Nie boisz się? I tak swoją drogą, jestem Khristo - wyciągnął rękę do dziewczyny. Zawachała się niepewna co zrobić. Podala mu reke i przedstawiła się.
-Anastazja - postanowiła użyc calej swojej odwagi, aby dobrze rozegrać ta rozmowe. - Nie boje sie. To mój las, znam tu każde drzewo, każdy krzak, każdego demona - wypowiadając ostatnie słowo rzuciła wzrokiem na wampira. - Przecież ona nie moze wiedzieć, jest tylko czlowiekiem - pomyślał.
- A ty - kontynuowała - co tutaj robisz?

wtorek, 14 lipca 2015

Ravenkrak

Ravenkrak. Forteca położona w najwyższych górach. Ciągła zima uderzająca w mury, przedzierająca się przez nie i kalecząca ludzi chroniących się przed złem. Jednak i zło tam było, w ramach pokuty. Wariatkowo utworzone przez mieszkańców, a właściwie władców. Ciągłe szaleństwo, utrzymujące ich przy życiu, gnało ich w bitwy. Ale i ja tam byłem. Piekło skute lodem, otoczone kamieniem, gdzie wszyscy są zdania na żywiołaka przyzwanego przez nie do końca rozgarniętą czarodziejkę. Być może nie zagościłem tam zbyt długo, ośnieżone szczyty zmrożone od wieków widziały wielu takich jak ja. Szaleńców mających swój plan. Każdą kare można obrócić na swoją korzyść. I ja próbowałem.